sobota, 2 listopada 2013

O wydziedziczeniu, czyli kochanka bierze więcej



W poprzednim poście opisywałam sytuację Pana, który przy pomocy testmanetu chcial cały swój spadek przekazać kochance. Uznajmy, że pan zapoznał się już jednak z przepisami dotyczącymi zachowku i uznał, że nie chce, żeby żona po jego śmierci dostała swój zachowek. Pyta zatem co zrobić, żeby żona takiego zachowku nie otrzymała. 

Zaczynając od początku wyjaśnię, iż pozbawienie prawa do zachowku, to mówiąc inaczej wydziedziczenie. Wydziedziczenie może odbyć się jedynie w testamencie, gdzie spadkodawca (czyli np. nasz Klient) musi wskazać kogo chce wydziedziczyć i podać przyczynę wydziedziczenia. Przyczyna nie może być dowolna, gdyż kodeks cywilny wymienia tutaj tylko 3 możliwości, mianowicie spadkobierca (czyli np. żona naszego Klienta) może zostać pozbawiony prawa do zachowku, gdy:
1) wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego;
2)  dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci;
3)  uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.

Jak widać przyczyny te nie są w kodeksie cywilnym szczególnie jasno określone. Nasunąć może się pytanie czym jest np. postępowanie wbrew zasadom współżycia społecznego. Odpowiedź znajdziemy w poglądach doktryny, której przedstawiciele wymieniają przykładowo takie zachowania jak alkoholizm, narkomania, czy przestępczy tryb życia. Ponadto można się również zastanowić kiedy spadkobierca uporczywie nie dopełnia obowiązków rodzinnych. W komentarzach znaleźć można różne przykłady takich zachowań, takie jak nieudzielanie pomocy w chorobie, wszczynanie ciągłych awantur prowadzące do zerwania więzi rodzinnych i wiele innych. Jak wiadomo każdy przypadek jest inny, zatem Klient musi rozważyć, czy w jego sytuacji zachowanie żony można dopasować do któregoś ze wskazanych wyżej warunków. Jeśli tak, to powinien wyraźnie zaznaczyć to w testamencie. 

Czy w takiej sytuacji żona na pewno nie będzie miała prawa o zachowku? Niekoniecznie, będzie ona mogła dochodzić od kochanki zachowku powołując się np. na fakt, że przyczyna wydziedziczenia wskazana w testamencie była nieprawdziwa i nigdy nie istniała, a ostateczne rozstrzygnięcie i tak należeć będzie do Sądu.

O zachowku na przykładzie matki, żony oraz kochanki



Nastepny post dotyczyc będzie zachowku. Dlatego że jednym z najczęściej zadawanych pytań dotyczących prawa spadkowego jest pytanie "Co to jest ten zachowek?". Zasadniczo o zachowku będziemy mówić gównie przy dziedziczeniu testamentowym. Wytłumaczę na prostym przykładzie: Klient ma jednocześnie żonę, kochankę oraz matkę, oprócz nich nie ma żadnej innej rodziny. Uznał, że najlepiej byłoby gdyby jego majątek po śmierci odziedziczyła kochanka. W tym wypadku konieczny jest testament. Załóżmy, że klient w swoim testamencie uczynił dziedziczką kochankę i w ogóle nie wspomniał o żonie, ani o matce. Testament był ważny i nie został obalony. Co w tej sytuacji stanie się ze spadkiem po jego śmierci? 

Zasadniczo spadek odziedziczy kochanka, jednak żona oraz matka będą miały prawo do zachowku. Co mówi na ten temat Kodeks Cywilny? Mianowicie mówi, że zstępnym, małżonkowi oraz rodzicom spadkodawcy, którzy byliby powołani do spadku z ustawy, należą się, jeżeli uprawniony jest trwale niezdolny do pracy albo jeżeli zstępny uprawniony jest małoletni - dwie trzecie wartości udziału spadkowego, który by mu przypadał przy dziedziczeniu ustawowym, w innych zaś wypadkach - połowa wartości tego udziału (zachowek). 

Co to oznacza w naszym przykładzie? Generalnie nie mamy tutaj zstępnych, mamy żonę oraz matkę. Gdyby spadkodawca nie zostawił testamentu, to każda z nich z mocy ustawy byłaby powołana do polowy spadku. (wynika to z przepisów o kolejności dziedziczenia). Zatem w tym momencie każdej z nich należy się połowa tego udziału, który by jej przypadał z mocy ustawy, natomiast jeśli któraś z nich jest niezdolna do pracy, to aż dwie trzecie wartości tego udziału. W tej sytuacji obie mają do kochanki roszczenie o zapłatę. Myślę, że doskonale widać, iż celem istnienia tego przepisu jest przede wszystkim ochrona najbliższej rodziny zmarłego.

Oczywiście przepisy dotyczące zachowku są o wiele bardziej skomplikowane, czasami zachowek może wystąpić nawet wtedy gdy nie ma dziedziczenia testamentowego, czasem jego wysokość może zostać nawet znacznie obniżona, jednak ten post miał na celu podanie podstawowej wiedzy w prosty sposób. ;)

O dziedziczeniu ustawowym, testamentach i związkach partnerskich



Kolejny post będzie dotyczył  sposobów dziedziczenia. Zasadniczo dziedziczyć można z testamentu albo z ustawy. Co oznacza, ze spadkodawca (osoba, która zostawia spadek) albo za życia sporządzi testament i wskaże w nim konkretne osoby, które chce uczynić swoimi dziedzicami albo go nie zostawi i zda się na zasady ustawowe. 

Oczywiście Czytelnikom nasunąć może się pytanie o jaką ustawę właściwie chodzi. Wyjaśniam, iż nie ma żadnej specjalnej ustawy dotyczącej spadków, ponieważ te przepisy znajdują się w Kodeksie Cywilnym. Zainteresowanych odsyłam do jego IV Księgi. Kodeks Cywilny ustala kolejność dziedziczenia w sytuacji, gdy spadkodawca nie zostawił testamentu. Generalnie przepisy te są dość skomplikowane i nie będę ich tutaj szczegółowo omawiać, wspomnę jedynie, że w pierwszej kolejności dziedziczą z ustawy dzieci spadkodawcy oraz jego małżonek. Natomiast spadkodawca, który nie chce by dziedziczyli jego spadkobiercy ustawowi może powołać do spadku każdą dowolnie wybraną przez siebie osobę. Musi wówczas sporządzić testament i wskazać w nim kogo chce uczynić dziedzicem. 

Zapewne pamiętacie gorącą dyskusję dotyczącą projektów ustaw o związkach partnerskich - jednym z argumentów zwolenników zalegalizowania tych związków było to, że obecnie partnerzy nie mogą po sobie dziedziczyć, na co ich przeciwnicy odpowiadają z reguły, że przecież partnerzy mogą rozwiązać ten problem poprzez sporządzenie testamentu. Warto jednak wiedzieć jakie będą różnice między tymi sposobami dziedziczenia. Zasadniczo spadkodawca może oczywiście w testamencie przekazać spadek każdej nawet zupełnie obcej niespokrewnionej osobie, tylko, że osoba taka zmierzy się co najmniej z dwoma problemami. 

Wytłumaczę na przykładzie dwójki konkubentów (dla tej notki nie ma żadnego znaczenia czy są homoseksualni, heteroseksualni, czy jeszcze jakiejś innej orientacji). Wyobraźmy sobie sytuację, że partnerzy są współwłaścicielami mieszkania. Żeby nie komplikować dodam, ze nie mają oni żadnych innych oszczędności, wartościowych przedmiotów, czy też długów. Każdy z nich sporządził testament w którym cały majątek zapisał drugiemu partnerowi. Wkrótce potem jeden z nich zmarł i drugi uważa, że odziedziczył jego udział w mieszkaniu, czyli teraz ma całe mieszkanie dla siebie. Jednak trzeba pamiętać, że jako osoba obca będzie musiał zapłacić podatek spadkowy (o podatku spadkowym jeszcze kiedyś napiszę, ale warto już zauważyć, że np. małżonkowie są z niego zwolnieni). Po drugie rodzina spadkodawcy, która została pominięta w dziedziczeniu będzie mogła się od niego domagać zachowku, czyli wytoczyć mu proces o zapłatę pewnej kwoty pieniężnej (o tym czym jest zachowek i ile wynosi również w którym z kolejnych postów, jednakże kwestie te są dość mocno skomplikowane). W konsekwencji taki partner co prawda będzie miał mieszkanie, ale będzie potrzebował pieniędzy na zapłatę podatku oraz zachowku, co może być bardzo kłopotliwe w przypadku braku oszczędności.

O zwolnieniach dyscyplinarnych

Teraz post z zakresu prawa pracy. Post dotyczyć będzie problematyki zwolnień dyscyplinarnych. Wybrałam ten temat, ponieważ miałam okazję zajmować się nim zarówno podczas pracy w sądzie, jak i w kancelarii. Zatem zaczynając od początku: często można usłyszeć, ze ktoś został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Chcąc nazwać to zjawisko językiem kodeksowym powinniśmy mówić o rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika, które może nastąpić w trzech przypadkach. Mianowicie pracodawca może tak postąpić w razie:
1) ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych,
2) popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem,
3) zawinionej przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.

W praktyce najczęściej mamy do czynienia z przypadkiem nr 1. Przepis ten może wydawać się niezbyt jasny, ponieważ nie każdy pracownik musi wiedzieć co dokładnie stanowiło jego podstawowe obowiązki i kiedy ich naruszenie było ciężkie. Problemy z tym mają również sędziowie sądów pracy do których trafiają takie sprawy. Skąd zatem wiadomo, czy pracodawca w danej sytuacji mógł zastosować taki tryb rozwiązania stosunku pracy? Przede wszystkim z orzecznictwa, a także z lektury poglądów doktryny (komentarzy do tego przepisu). Przykładowo jednym z podstawowych obowiązków pracowniczych, który obowiązuje niezależnie od tego w jakim zakładzie pracujemy jest obowiązek zachowania trzeźwości, a jego ciężkim naruszeniem może być np. spożywanie alkoholu w miejscu pracy bądź stawienie się do pracy pod wpływem alkoholu. W takiej sytuacji jeśli pracodawca udowodni nam takie zachowanie nie mamy raczej szans na wygraną w sądzie pracy. Z drugiej strony warto jednak zwrócić uwagę na jedno z orzeczeń Sądu Najwyższego, zgodnie z którym stawienie się do pracy w stanie nietrzeźwości pracownika dotkniętego przewlekłą psychozą alkoholową nie stanowi podstawy do przypisania mu ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych. W uzasadnieniu stwierdzono bowiem, iż ów pracownik miał w następstwie tego schorzenia wyłączoną świadomość bezprawności czynu, tym samym nie można mu przypisać winy, która jest podstawową przesłanką zwolnienia dyscyplinarnego. Jednakże tego rodzaju sytuacje są zupełnie wyjątkowe. 


W praktyce występuje wiele innych często dużo bardziej złożonych powodów. Np. zakłada się, że jednym z podstawowych obowiązków pracowniczych jest dbałość o dobro zakładu pracy. Co może być jego ciężkim naruszeniem? Np. udzielenie wywiadu szkalującego kierownictwo. W jednym z komentarzy przeczytałam np., że uprawnione może być zastosowanie takiego trybu rozwiązania umowy wobec pracownika, który uporczywie dokonuje wpisów na portalach społecznościowych (np. Facebooku), w których godzi w dobro firmy lub współpracowników, przedstawia nieprawdziwy oraz wypaczony obraz stosunków międzyludzkich w niej panujących albo nawet złośliwie bądź uporczywie deprecjonuje jakość świadczonych usług bądź produkowanych dóbr. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że pracownik ma prawo do krytyki pracodawcy, ale tylko wtedy gdy jest ona merytorycznie uzasadniona i przedstawiona w odpowiedniej formie. Oczywiście na tym tle może dojść do sporu co jest uzasadnione i jaka forma jest dopuszczalna. Wtedy rozstrzygnięcie należy do sądu pracy, który w praktyce przychyli się do stanowiska tej strony, która przedstawi mu lepsze argumenty.

O emeryturze po mężu, czyli renta rodzinna dla wdowy II

Powrócę jeszcze na chwilę do tematu, który poruszałam już wcześniej, a mianowicie do kwestii związanych z przyznaniem wdowie renty rodzinnej. Wspominałam wówczas, ze niezwykle istotne jest, by małżonkowie w chwili śmierci męża pozostawali we wspólności małżeńskiej. Wracam do tego tematu, ponieważ nasunął mi się ciekawy przykład z życia. Jedna z Klientek opowiadała mi ostatnio, iż ZUS odmówił przyznania renty rodzinnej, ponieważ małżonkowie mieli rożne adresy zameldowania. W takiej sytuacji konieczne było zatem udowodnienie, iż mimo różnych miejsc zameldowania pozostawali jednak we wskazanej wspólności małżeńskiej. Jak powszechnie wiadomo wiele osób ma inny adres zameldowania, a inny zamieszkania i ostatecznie ZUS przychylił się do tego, iż faktycznie małżonkowie prowadzili wspólne gospodarstwo i renta została wdowie przyznana. Warto wiedzieć jednak, że taka okoliczność może nam przeszkodzić w jego uzyskaniu.

W ogóle kwestia meldunków i obowiązku meldunkowego wydaje się dość ciekawym i niezwykle praktycznym tematem, więc z pewnością poruszę ją jeszcze w którymś z kolejnych postów.

O tym dlaczego prawo mieszkaniowe zawsze było skomplikowane

Kolejna notka dotyczyć będzie najmu i polskiego prawa mieszkaniowego. Przede wszystkim w ramach ciekawostki przedstawię schemat, który obrazuje jak zmieniało się prawo lokalowe w naszym kraju. Głównie po to, by ukazać, że sprawa nie jest prosta ;)
 


Źródło: Ochrona praw lokatorów i najem lokali mieszkalnych. Komentarz w LEX Sigma on line
Jak wynika z powyższego schematu obecnie w Polsce obowiązuje ustawa z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów. Przede wszystkim wiedzieć trzeba, że za lokatora w myśl tej ustawy uważamy najemcę lokalu lub osobę używającą lokal na podstawie innego tytułu prawnego niż prawo własności. Przy czym trzeba pamiętać, ze ogólne przepisy dotyczące umowy najmu znajdują się w Kodeksie Cywilnym - art. od 659 do 679 regulują najem ogólnie, natomiast art. od 680 do 692 dotyczą konkretnie najmu lokali mieszkalnych. Zatem czy wystarczy znać te przepisy Kodeksu Cywilnego oraz ustawę o ochronie praw lokatorów, by wiedzieć wszystko o najmie? Niestety nie, ponieważ życie kreuje wiele mniej zwyczajnych stanów faktycznych. Udzielałam np kiedyś porady Klientowi, który jest najemcą mieszkania w nieruchomości, należącej do kilka osób i konieczne było sięgnięcie do przepisów o współwłasności. (również Kodeks Cywilny).




O poradach jak z Prawa Agaty

Gdy jeszcze pracowałam w kancelarii jedna z klientek zostawiając mi dokumenty oznajmiła, iż oczekuje, że udzielę jak porady w stylu Agaty. Można by się zastanawiać jaką Agatę miała na myśli, jednakże nie było trudno zagadnąć, że spodziewa się, iż będzie obsłużona jak w serialu "Prawo Agaty". Czyli nie ma spraw przegranych i zawsze znajdzie się jakiś haczyk.

Nie da się ukryć, ze telewizja stanowi dla wielu osób jedno z ważniejszych źródeł wiedzy o prawie i systemie sprawiedliwości. Generalnie seriale powinny być przed wszystkim źródłem rozrywki, a czerpanie z nich wiedzy może czasem prowadzić do tego, że pozyskamy co prawda jakieś informacje, ale potem okazać się one mogą tylko częściowo prawdziwe albo po prostu mocno podkoloryzowane. Jako, że sama ten serial oglądam, a już w przyszłym tygodniu rusza kolejny sezon, to na tym blogu postaram się na bieżąco komentować wyświetlane aktualnie odcinki. Nie mam oczywiście na myśli omawiania życia uczuciowego głównej bohaterki. ;). Myślę raczej o bieżącym komentowaniu spraw serialowych pod kątem tego, jak mają się one do prawniczej i sądowej rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę, ze dla wielu osób oglądanie seriali prawniczych może być tak naprawdę jednym źródłem wiedzy o przepisach prawa, a rozrywka tez może być niezłą formą nauki. Chodzi mi przede wszystkim o wskazanie przepisów, które znalazły zastosowanie w odcinku i próbę przewidzenia jak podobna sprawa zakończyłaby się w prawdziwym życiu.

Zapraszam do czytania i komentowania na bieżąco ;)



O zmniejszaniu alimentów

W kolejnym poście kilka słów na temat możliwości zmniejszania wysokości alimentów. Często zdarza się, ze ktoś zobowiązany jest do płacenia alimentów na bliską osobę. Często są to dzieci, ale może to być również np. były małżonek albo rodzeństwo. Może zdarzyć się nam, iż odczujemy, że ponoszone w związku z tym koszty stają się dla nas zbyt wysokie. Kodeks rodzinny mówi tylko o tym, że w razie zmiany stosunków można żądać zmiany orzeczenia lub umowy dotyczącej obowiązku alimentacyjnego. 

Oczywiście nasuwa się pytanie, czym jest owa zmiana stosunków. Odpowiedzi na to pytanie szukać należy w poglądach doktryny i orzeczeniach sądów. Taką przyczyną obniżenia alimentów może być np.  choroba dłużnika, konieczność realizacji obowiązku alimentacyjnego względem dziecka z nowego związku, utrata pracy w konsekwencji zwolnień grupowych itp. Trzeba jednak pamiętać, ze sądy do każdej sprawy podchodzą indywidualnie i w każdym przypadku badają, czy nasze możliwości faktycznie się zmniejszyły. Możemy się również powoływać na zmniejszenie się potrzeb osoby, której płacimy alimenty. Warto również wiedzieć, że obowiązek alimentacyjny nie wygasa, gdy dziecko ukończy 18 lat. Wygaśnie on dopiero wówczas, gdy dorosłe dziecko będzie w stanie samodzielnie się utrzymać. Trzeba jednak zauważyć, że rodzic może zwolnić się z obowiązku alimentacyjnego względem dorosłego dziecka, które nie dokłada starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania. Tutaj również sąd do każdej sprawy podejdzie indywidualnie, sprawdzając, czy dziecko uczy się, czy zdobywa doświadczenie zawodowe, czyli czy podejmuje czynności, które w przyszłości zapewnią mu utrzymanie. Jeśli sąd dojdzie do wniosku, ze dziecko takiej aktywności nie podejmuje, to pozwoli nam to na zmniejszenie, a nawet całkowite zniesienie obowiązku względem niego.

O błogosławieństwie separacji

Tytuł tego posta wydawać się może trochę przewrotny, jednakże moim zdaniem ma swoje uzasadnienie. Swego czasu udzielałam porady pewnej starszej pani, która od ponad 30 lat pozostawała w związku małżeńskim. Generalnie powiedziała mi, że w ogóle z mężem nie rozmawia, on nie daje jej żadnych pieniędzy z emerytury, stosunków seksualnych nie utrzymują i właściwie to małżeństwo kompletnie jej już nie odpowiada. Na moje pytanie, czy myślała w takim razie o rozwodzie odparła, że w jej rodzinie takie rozwiązanie nie jest możliwe. Można mieć różne powody by się nie rozwodzić, a rodzina jak najbardziej może być jednym z nich. Zapytałam zatem, czy w grę wchodzi w takim razie separacja. Klientka ożywiła się i stwierdziła, że to brzmi dużo lepiej, tylko o co właściwie chodzi?

No właśnie, popularność separacji jest dużo mniejsza od rozwodu, co być może wynika z tego, że mało osób w ogóle orientuje się na czym separacja polega. Podstawowa różnica między rozwodem, a separacją polega przede wszystkim na tym, że  małżonek pozostający w separacji nie może zatem zawrzeć nowego małżeństwa. Małżonkowie w separacji nie muszą już przestrzegać obowiązków małżeńskich, jednak podczas czytania Komentarza dotyczącego tych przepisów trafiłam na ciekawy problem prawny, a mianowicie, czy między małżonkami w separacji istnieje obowiązek wierności? Na ten temat wypowiadał się między innymi Sąd Apelacyjny w Poznaniu, który w jednym z orzeczeń twierdził, iż "Skoro sensem istnienia instytucji separacji jest restytucja związku małżeńskiego, a obowiązek wierności może znacznie pomóc w realizacji tego celu - w każdym razie z pewnością nie zaszkodzić - obowiązek wierności powinien ciążyć na małżonkach." 

Kiedy zatem warto starać się o separację? przede wszystkim wtedy, gdy widzimy jeszcze możliwość ewentualnej naprawy naszego małżeństwa i odbudowania więzi. Trzeba pamiętać, ze separacja ma jednak skutki rozwodu np. w prawie spadkowym do małżonka odseparowanego nie stosuje się przepisów o dziedziczeniu z ustawy.

Rozwody w statystykach

Jednym z bardzo istotnych zjawisk prawnych w obrębie prawa rodzinnego jest oczywiście rozwód. Rozwód jest zjawiskiem prawnym, ale jest też niezwykle istotnym zjawiskiem społecznym, które zostało bardzo szeroko opisane w statystykach GUS. Jako, że zdarzyło mi się studiować również sojologię, a zatem iałam w życiu do czynienia ze statystyka, to teraz kilka statystycznych ciekawostek. Dane dotyczą co prawa roku 2010, ale tak naprawde w ostatnich latach niewiele się w tym zakresie zmieniło.
- Powództwo o rozwód od lat częściej wnoszą kobiety: w 2010 ich udział wyniósł 67,7%, w 2005 r. aż 74,8%. Wynika z tego, że mężczyźni są znacznie mniej chętni do rozwodzenia się.
- Orzeczenie rozwodu z winy żony występuje niezwykle rzadko. W 2010 r. na 1000 orzeczeń
w 190 przypadkach winą obarczono mężczyznę, a tylko w 34 kobietę. Na 1000 rozwodów w 49 przypadkach winą obarczono obie strony. W pozostałych przypadkach sąd nie orzekał o winie stron.
- W 2010 r. aż 26,5% wszystkich rozwodzących się par pozostawało w związku małżeńskim 20 i więcej lat. Jest to najwyższy odsetek spośród wszystkich rozwodzących się małżeństw. Co ciekawe do 2010 r. rozwody najpopularniejsze były wśród małżeństw, które przeżyły ze sobą od 5 do 9 lat
- Od lat najczęściej rozwodzą się osoby, które zawarły związki małżeńskie w wieku 20-24. W 2010 r. kobiety ślubujące w tym wieku stanowiły ponad połowę wszystkich rozwódek. Te statystki dobitnie wskazują, ze młody wiek zawarcia małżeństwa ma bardzo zły wpływ na jego trwałość.
- Ponad 60% rozwodów dotyczy małżeństw z dziećmi
- W 2001 r. niezgodność charakterów była przyczyną rozpadu 24,5% związków, a w 2010 r. już 34,8% wszystkich rozpadających się małżeństw i jest to obecnie najczęściej podawana przyczyna rozwodów.

Poniedzielne refleksje o rozprawach sądowych

Zdarzyło mi się kiedyś trafić w telewizji na rozrywkowy program Familiada nadawany przez Program Drugi Telewizji Polskiej. Zapewne wszyscy wiedzą, że w programie rywalizują dwie rodziny, które starają się odgadnąć jakie odpowiedzi na zadane pytania były najpopularniejsze wśród ankietowanych. Wczorajszy program zainteresował mnie w sposób szczególny, ponieważ jedno z pytań brzmiało: Kto bierze udział w rozprawie sądowej?

Po usłyszeniu odpowiedzi nasunęła mi się pewna refleksja na temat tego, że wielu ludzi jednak nie wie kto bierze w takiej rozprawie udział. (pomijam, czy odpowiedzi, które padają w programie są faktycznie odpowiedziami ankietowanych, czy są wymyślane przez twórców). Zasadniczo wymieniono sędziego, adwokata (ale już nie radcę prawnego), świadka, oskarżonego, prokuratora i protokolanta. Taki zestaw odpowiedzi może sugerować, ze ankietowani kojarzą rozprawy sądowe jedynie ze sprawami karnymi. Jednak warto pamiętać, że w rzeczywistości mamy znacznie większą możliwość, by wziąć udział w sprawie cywilnej. Zatem warto dowiedzieć, jak nazywają się osoby, które biorą udział takim postępowaniu. Przede wszystkim co oczywiste w sprawach cywilnych nie występuje oskarżony.
Najpierw wyjaśnię, że w postępowaniu cywilnym wyróżniamy dwa tryby postępowania - tryb procesowy i tryb nieprocesowy. W trybie procesowym mamy powoda oraz pozwanego. Powód to osoba, która składa pozew, w którym żąda czegoś od pozwanego. Z kolei w trybie nieprocesowym nie składamy pozwu, występuje wówczas wnioskodawca, który składa wniosek a osoby, które biorą udział w tym postępowaniu to uczestnicy. Zasadniczo sprawy rozpoznaje się w postępowaniu procesowym, jednakże są pewne określone typy spraw, które rozpatrywane są w postępowaniu nieprocesowym.

Przykłoadowo: sprawa o rozwód jest rozpatrywana w trybie procesowym, a sprawa o podział majątku wspólnego małżonków w trybie nieprocesowym. Dlatego też, jeśli chcemy się rozwieść musimy wnieść do sądu pozew, a jeśli chcemy po rozwodzie podzielić się majątkiem, to składamy odpowiedni wniosek.

Można zastanawiać się czym różnią się od siebie te tryby? Przede wszystkim tym, że ustawodawca założył, że w postępowaniu procesowym strony mają przeciwstawne interesy, jedna strona bowiem żąda czegoś od drugiej i dlatego wytacza jej proces. Jednakże w praktyce często jest to podział umowny, ponieważ np. w sprawach o podział majątku często uczestnicy wydają się jednak mieć przeciwstawne interesy.



Emerytura po mężu, czyli o rencie rodzinnej dla wdowy

Ten post powstał, ponieważ gdy zajmowałam się udzielaniem porad prawnych wiele kobiet pytało mnie na jakich zasadach można uzyskać emeryturę po zmarłym mężu. Faktycznie świadczenie o takiej nazwie nie istnieje, dlatego, że tak naprawdę tak zwana emerytura po mężu, to renta rodzinna otrzymywana przez wdowę. Co więcej takie świadczenie może otrzymać również wdowiec po śmierci swojej żony. W tym poście postaram się przybliżyć to zagadnienie. Generalnie przepisy te są dość skomplikowane. Ważny jest wiek wdowy, to czy była zdolna do pracy, a także fakt wychowywania dzieci, które mają prawo do renty rodzinnej. Nie chciałabym tutaj dokładnie cytować przepisu, ponieważ jest dość długi, więc zainteresowanych odsyłam do art. 70 ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

W tym poście chciałabym bowiem poruszyć jedynie ciekawsze kwestie, które mogą się nasunąć w związku z chęcią uzyskania takiego świadczenia. Warto wiedzieć, ze prawo do takiej renty ma wdowa, ale tylko taka, która w chwili śmierci męża pozostawała z nim we wspólności małżeńskiej. Czym zatem jest owa wspólność? Sąd Najwyższy w jednym ze swoich orzeczeń stwierdził, iż konieczne jest zachowanie do dnia śmierci ubezpieczonego realnych więzi małżeńskich w ich rozmaitych wspólnotowych przejawach oraz, że nie wystarcza samo występowanie zewnętrznych oznak w postaci istnienia małżeństwa potwierdzonego formalnym aktem małżeńskim. Co to znaczy w praktyce? Tyle, że do uzyskania renty rodzinnej nie wystarczy małżeństwo, które istnieje tylko formalnie. Zakłada się jednak domniemanie, że małżonkowie pozostawali we wspólności i to organ rentowy musi udowodnić, ze tak nie było. W sytuacji spornej, jeśli organ rentowy z tego tytułu odmówiłby prawa do renty rodzinnej mamy prawo odwołać się do sądu ubezpieczeń społecznych. Zatem, czy wdowa, która nie pozostawała z mężem w takiej wspólności  nigdy nie będzie mieć prawa do renty rodzinnej po nim? Będzie, ale tylko jeżeli miała ustalone  wyrokiem albo ugodą sądową prawo do alimentów z jego strony.  Podobnie zresztą jak małżonka rozwiedziona. 
Problem ten może mieć pewne znaczenie praktyczne. Udzielałam np kiedyś porady Klientce, która była bita przez męża. Mąż miał wysoką emeryturę, ale nie dawał jej pieniędzy na utrzymanie domu, mimo, że wychowywała pięcioro wspólnych dzieci. Kobieta ta chciała rozwieść się z mężem, ale bardzo bała się, że w razie jego śmierci zostanie bez dachu nad głową i środków do życia. Myślę, ze takich przykładów może być znaczenie więcej.

W ramach ciekawostek dodam, iż sądy zajmowały się np odpowiedzią na pytanie, czy żona, która zabiła swojego męża będzie miała prawo do renty rodzinnej. Sąd Apelacyjny w Katowicach w jednym ze swoich orzeczeń stwierdził wówczas, iż skoro ubezpieczona podjęła zamiar "pozbycia się żywiciela" i zamiar ten zrealizowała, za co została skazana, to oczywistym jest, że nie może domagać się przyznania jej prawa do renty rodzinnej po zamordowanym. Podobnie Sąd Apelacyjny w Łodzi orzekł, ze żona, która miała zamiar pozbycia się męża nie pozostawała w nim we wspólności i również odmówił prawa do renty.

O ważnym projekcie dotyczącym dziedziczenia.

Kolejny raz o prawie spadkowym. Tym razem post dotyczyć będzie projektu ustawy o zmianie Kodeksu Cywilnego, który wpłynął do sejmu w październiku poprzedniego roku. Na razie dobyło się jedynie pierwsze czytanie, a także wpłynęło stanowisko rządu. Osoby zainteresowane odsyłam do zapoznania się z projektem.
Myślę, ze warto mu się przyjrzeć bliżej, ponieważ gdyby taki projekt wszedł w życie, to oznaczałoby to bardzo istotną zmianę w kwestii odpowiedzialności za długi spadkowe. Chodzi o nowelizację art.1015 Kodeksu Cywilnego. Jednakże może zacznę od początku:
W obecnym porządku prawnym gdy umrze ktoś z naszych bliskich, po kim dziedziczymy, to mamy 3 możliwości:
- przyjęcie spadku wprost (z pełną odpowiedzialnością za długi spadkowe)
- przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza (czyli za długi odpowiadamy w sposób ograniczony - w dużym skrócie; jeśli spadkodawca zostawił mieszkanie o wartości 100 tysięcy zł oraz dług o wartości 200 tysięcy zł do za dług odpowiadamy tylko do wysokości 100 tysięcy zł)
- odrzucenie spadku (wtedy nie odpowiadamy za żadne długi, ale też nie mamy po spadkodawcy żadnych praw majątkowych)
Decyzję podejmujemy poprzez złożenie stosownego oświadczenia przed sądem lub notariuszem, gdzie wybieramy jedną z tych trzech możliwości. Największy problem polega na tym, ze mamy na to tylko 6 miesięcy od dnia, w którym dowiedzieliśmy się o tytule swojego powołania do spadku (w praktyce najczęściej 6 miesięcy od dnia śmierci spadkodawcy)
Oczywiście wiele osób o tym nie wie i nie składa żadnego oświadczenia, a według art. 1015 k.c. brak oświadczenia oznacza, ze spadek przyjmujemy wprost, czyli z pełną odpowiedzialnością za długi spadkowe. Oznacza to, że jeśli spadkodawca zostawił wyłącznie długi, to jesteśmy za nie w pełni odpowiedzialni i musimy spłacać je ze swojego majątku. Chyba, że np nie mamy pełnej zdolności do czynności prawnych, w związku z czym np osoby małoletnie dziedziczą z dobrodziejstwem inwentarza. Taki jest stan obecny, a co zakłada projekt?

Projekt zakłada, że każda osoba, która nie złoży w ciągu 6 miesięcy żadnego oświadczenia przyjmie spadek z dobrodziejstwem inwentarza. Czyli, gdyby zmarły zostawił nam same długi, a my z powodu niewiedzy nie złożylibyśmy w ciągu 6 miesięcy żadnego oświadczenia, to w praktyce nie musielibyśmy ich spłacać. Oczywistym jest, ze taki projekt bardzo chroni spadkobierców, którzy często są osobami zupełnie nieświadomymi tego, czym może się skończyć bierność po śmierci spadkodawcy. Będę śledzić dalsze losy tego projektu.

Powstaje jednak pytanie: czy w obecnym stanie prawnym jest w ogóle jakakolwiek szansa, by mimo niezłożenia w terminie oświadczenia nie odpowiadać za długi spadkowe? Tak jest pewna możliwość, ale o niej napiszę już w którymś z kolejnych postów.

O tym jakie skutki niesie niedotrzymanie terminów oraz o ich przywracaniu

Teraz kilka słów o terminach i o tym, dlaczego tak ważne jest ich przestrzeganie. A konkretnie o terminach w postępowaniu cywilnym. Często zdarza się, że dostajemy pismo z sądu z pouczeniem, że mamy np 14 dni na dokonanie jakiejś czynności albo po wydaniu wyroku sąd poucza nas, że mamy 7 dni, żeby żądać jego uzasadnienia. Skutki niedotrzymania terminów są różne, jednak na potrzeby tego bloga napiszę, ze często po prostu bywają dla nas bardzo niekorzystne. Co w takim razie zrobić, jeśli z jakichś powodów przegapiliśmy termin?

Najczęściej trzeba po prostu podjąć kroki w celu przywrócenia go. Wytłumaczę to na przykładzie. Otrzymaliśmy z sądu nakaz zapłaty wydany w postępowaniu upominawczym, z którym się nie zgadzamy, bo np uważamy, że roszczenie bezpodstawne (czyli nie mamy żadnego zadłużenia wobec osoby, która wniosła pozew). W nakazie zapłaty znajdowało się pouczenie, że mamy 14 dni na wniesienie sprzeciwu. Jeśli się spóźnimy Sąd odrzuci nasz sprzeciw, a nakaz się uprawomocni. Przykładowo w ciągu tych 14 dni mieliśmy poważny wypadek i w dniu upływu terminu ciągle znajdowaliśmy się w szpitalu w bardzo ciężkim stanie. To spowodowało, że nie zdążyliśmy wnieść sprzeciwu, a termin upłynął.

O czym należy pamiętać w takiej sytuacji? Przede wszystkim o przywrócenie terminu powinniśmy wystąpić na piśmie w ciągu tygodnia od ustania przyczyny tego uchybienia. Ten tydzień liczyć można np od dnia wyjścia ze szpitala, bądź od ustania innej przyczyny, która przeszkodziła nam w dotrzymaniu terminu. Powinniśmy dokładnie opisać naszą sytuację, zaznaczyć kiedy ustała przyczyna oraz dokonać czynności, której nie dokonaliśmy wcześniej. Np jeśli przywracamy termin do wniesienia sprzeciwu, to razem z wnioskiem musimy wnieść sprzeciw. 

W jakich sytuacjach Sąd termin przywróci? Generalnie wtedy gdy uprawdopodobnimy, że niedotrzymanie terminu to nie była nasza wina, tylko jakieś okoliczności niezależne, a my staraliśmy się go dotrzymać. To wszystko powinno być przez nas dokładnie opisane w sposób przekonujący dla Sądu. Przeglądając orzecznictwo natrafiłam np na postanowienie Sądu Najwyższego, dokąd trafiła sprawa kobiety, która nie złożyła w terminie wniosku o sporządzenie uzasadnienia wyroku. Wynikało to z faktu, iż cierpiała wówczas na raka oraz cukrzycę, poddawała się leczeniu radiologicznemu, a to wszystko spowodowało, że cierpiała również na stany depresyjne. Sąd Najwyższy stwierdził, że powszechnie wiadomo, że stany takie mogą utrudniać, a niekiedy uniemożliwiać choremu prawidłowe zajmowanie się zarówno sprawami życia codziennego, jak i przede wszystkim sprawami urzędowymi czy sądowymi, w tym podejmowanie racjonalnych decyzji o czynnościach procesowych. Dlatego też kobiecie udało się ostatecznie przywrócić termin. Trzeba jednak pamiętać, ze każda sytuacja jest inna, a dużo zależy od oceny sądu. W praktyce niestety uchybienia terminów zazwyczaj wynikają z zapomnienia bądź niezrozumienia pouczenia Sądu.

Czym właściwie jest spadek?

Pytanie zawarte w tytule tego posta z pozoru wydaje się banalne. Mimo to w praktyce podczas pracy w kancelarii, a także w biurze porad prawnych wiele razy zetknęłam się z niewiedzą Klientów w tym zakresie. Przede wszystkim bardzo wiele osób uważa, że spadek, to po prostu przedmioty o wartości majątkowej, które możemy otrzymać po śmierci spadkodawcy.

Takie przekonanie jest tak samo powszechne, jak i niebezpieczne, ponieważ w związku z nim wiele osób uważa, ze skoro ich mąż/rodzic bądź inny krewny po którym dziedziczą nie zostawił żadnych wartościowych przedmiotów, to znaczy, ze nie ma spadku i nie trzeba sie zajmować kwestiami spadkowymi.
Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Pojęcie spadku uregulowane jest w kodeksie cywilnym, który stanowi wyraźnie, że z chwilą śmierci spadkodawcy jego prawa i obowiązki majątkowe przechodzą na spadkobierców. Kluczowe jest tutaj przejście obowiązków, ponieważ oznacza to często konieczność spłacania długów zaciągniętych przez zmarłego.  Dla wyjaśnienia dodam tylko, że osoba zmarła określana jest mianem spadkodawcy natomiast osoby, które po niej dziedziczą są spadkobiercami.

Trzeba podkreślić, ze sprawy spadkowe należą często do bardzo skomplikowanych. Między innymi dlatego, że zawsze do konkretnego spadku należy stosować przepisy obowiązujące w chwili śmierci spadkodawcy a przepisy prawa spadkowego czasem ulegają zmianom. Sytuacja komplikuje się również wtedy, gdy chcemy uporządkować sprawy spadkowe po osobach dawno zmarłych, pojawiają się wtedy trudności z ustaleniem i odnalezieniem spadkobierców. Kiedy może to mieć znaczenie? Np w sytuacji gdy jakiś składnik majątkowy np nieruchomość (po ludzku np. dom albo grunt) od wielu lat znajduje się w posiadaniu rodziny. Nieruchomość przechodzi z pokolenia na pokolenie, często nie ma założonej księgi wieczystej, a sprawy spadkowe latami nie były regulowane. Na co dzień może to nie stanowić problemu, jednak w pewnym momencie może się okazać, że spadkobiercy zechcą ją np sprzedać, a do tego konieczne będzie ustalenie kto i w jakiej części jest jej właścicielem. Wtedy  procedury mogą być długie i skomplikowane.

Co w praktyce należy robić? Moim zdaniem przede wszystkim gdy umiera ktoś z naszej rodziny jak najszybciej powinniśmy dążyć do uporządkowania spraw spadkowych, należy ustalić kto jest spadkobiercą, czy w spadku są jakieś długi itp. Więcej praktycznych porad na temat tego jak się zachować w takiej sytuacji, a szczególnie jak nie dziedziczyć długów znajdziecie  w kolejnych postach.

Jak to jest z tym orzekaniem o winie?

Pomysł na tego posta pojawił się, gdy kiedyś, gdy jeszcze pracowałam w kancelarii jeden z naszych Klientów zapytał mnie wczoraj, czy lepiej rozwieść się z żoną z orzekaniem o winie, czy bez orzekania. To pytanie dość często się pojawia, więc spróbuję przybliżyć kilka kwestii. 

Przede wszystkim w praktyce wiele osób stara się o rozwód z orzekaniem o winie dla własnej satysfakcji, chcąc po prostu uzyskać pisemne potwierdzenie, ze ich małżeństwo co prawda było nieudane, ale wyłącznie z powodu zachowania drugiego małżonka. Tego rodzaju motywacji nie mam zamiaru oceniać, odniosę się za to do uregulowań znajdujących się w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym, a mianowicie do kwestii alimentów. Trzeba podkreślić, ze w pewnych sytuacjach po rozwodzie możemy domagać się alimentów od byłego męża lub żony. Kiedy i jak długo? Odpowiedź na te pytania zależy właśnie od tego komu w wyroku rozwodowym przypisano winę za rozkład pożycia. Przede wszystkim małżonek uznany za wyłącznie winnego nie może się domagać alimentów od swojego byłego małżonka. Co oznacza, ze:
- w przypadku orzeczenia winy tylko jednego małżonka prawo do alimentów ma tylko małżonek niewinny
- w przypadku orzeczenia winy obojga małżonków albo gdy sąd w ogóle nie orzekał o winie prawo do żądania alimentów będą mieli oboje małżonkowie

Trzeba jednak pamiętać, ze w przypadku, gdy my jesteśmy niewinni, a cała wina została przypisana drugiemu małżonkowi żeby w ogóle domagać się alimentów musimy wykazać jedynie, że rozwód spowodował istotne pogorszenie się naszej sytuacji materialnej. Natomiast, gdy sąd nie orzekał o winie albo przypisał winę obu małżonkom prawo do alimentów ma tylko ten małżonek, który znajduje się w niedostatku. Jaka jest różnica? Różnica jest bardzo duża, niedostatek oznacza bowiem tylko taką sytuację, gdy w ogóle nie mamy dochodów albo dochody nie wystarczają na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Natomiast gdy byliśmy niewinni a nasz małżonek wyłącznie winny niedostatek nie jest konieczny, wystarczy bowiem, że nasz poziom życia gdy byliśmy w małżeństwie był wyraźnie wyższy od naszego poziomu życia po rozwodzie. Trzeba jednak pamiętać, ze nawet istotne pogorszenie naszej sytuacji materialnej nie oznacza, ze sąd zasądzi nam alimenty automatycznie, ponieważ w przepisie kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wyraźnie napisano, że w takich wypadkach "sąd może orzec". Jednak w praktyce sądy są znacznie bardziej skore do orzekania alimentów od małżonka wyłącznie winnego na rzecz małżonka niewinnego.

Teraz kolejne pytanie, które często się pojawia, czyli jak długo mamy obowiązek płacić alimenty na byłego małżonka? Obowiązek ten właściwie zawsze wygasa, gdy były małżonek zawrze nowe małżeństwo. Czyli nawet jeśli my byliśmy niewinni, a nasz małżonek winny, to i tak, gdy mamy nowego małżonka alimenty od byłego nie będą się należeć. Natomiast jeśli nasz małżonek jest wyłącznie winny, a my nie zawrzemy nowego małżeństwa, to możliwe, ze były małżonek będzie zobowiązany do płacenia nam alimentów do końca życia. Z kolei, gdy oboje byliśmy winni albo sąd nie orzekał o winie, to obowiązek generalnie wygasa po 5 latach od orzeczenia rozwodu i tylko w wyjątkowych sytuacjach może być przedłużony.

Co to oznacza w praktyce? Moim zdaniem jeśli mamy podstawy do żądania orzeczenia winy drugiego małżonka warto starać się o takie orzeczenie. Trzeba jednak pamiętać, ze uzyskanie orzeczenia o winie jest często bardzo trudne. Nie wystarczy np tylko wykazanie zdrady drugiego małżonka. Mówiąc prościej trzeba wykazać, ze zdrada ta rzeczywiście była przyczyną rozkładu pożycia, natomiast my swoją postawą się do rozkładu nie przyczyniliśmy. Często wymaga to przeprowadzenia wielu dowodów np z zeznań świadków, co sprawia, ze tego typu sprawy są z reguły bardzo żmudne i skomplikowane.


Wypadki na nieodśnieżonych chodnikach - co robić?

Kiedyś dawno temu zdarzyło mi się pracować w pewnej kancelarii odszkodowawczej, gdzie jednym z najczęściej zgłaszanych problemów były różnego rodzaju wypadki na chodnikach. Wypadki takie zdarzają się najczęściej zimą i tego właśnie będzie dotyczyć ten post. Być może komuś z Was zdarzyło poślizgnąć się i przewrócić i pewnie zastanawialiście się, czy w takiej sytuacji możliwe będzie uzyskanie odszkodowania bądź jakichś innych świadczeń. W tym artykule postaram się wyjaśnić co zrobić, żeby w praktyce uzyskać należne nam świadczenia.
Przede wszystkim bardzo istotne jest dokładne zapamiętanie miejsca, gdzie doszło do zdarzenia. Dlatego, że aby ustalić podmiot odpowiedzialny trzeba najpierw ustalić na jakiej drodze bądź chodniku doszło do wypadku. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że za stan dróg wraz z chodnikami odpowiedzialni są ich zarządcy, tak np. zarządcą drogi powiatowej jest zarząd powiatu, a zarządcą drogi gminnej wójt. Przy czym trzeba też wiedzieć o obowiązkach właścicieli nieruchomości. Inaczej mówić, jeśli mamy dom, a nasz dom przylega bezpośrednio do chodnika (bez pasa zieleni), to mamy obowiązek ten chodnik odśnieżać, chyba, że na chodniku dopuszczony jest płatny postój lub parkowanie samochodów. Podmioty zobowiązane do odśnieżania są zazwyczaj ubezpieczone, dlatego nasze roszczenia zazwyczaj kierować będziemy bezpośrednio do ubezpieczyciela. Dla osób bardziej zainteresowanych t tematyką polecam artykuł Rzecznika Ubezpieczonych. poświęcony tematyce odpowiedzialności za szkody powstałe wskutek nienależytego odśnieżania lub oblodzenia.
Teraz kilka wskazówek na temat tego, co jest najbardziej istotne z praktycznego punktu widzenia.
Po pierwsze musimy udowodnić, ze zdarzenie w ogóle miało miejsce, czyli jak najszybciej wykonać zdjęcia nieodśnieżonego chodnika. Trzeba bowiem cały czas pamiętać, że uzyskamy świadczenia, tylko jeśli udowodnimy zaniedbania po stronie podmiotów, które miały odśnieżać albo usunąć lód.
Jeśli nasz upadek widzieli świadkowie poprośmy ich o nazwiska i numery telefonów oraz deklarację, ze potwierdzą zaistniałe zdarzenie. Może się bowiem zdarzyć tak, ze nie zdążymy wykonać zdjęć, a w międzyczasie właściciel bardzo szybko odśnieży chodnik.
Dobrze również wezwać pogotowie na miejsce zdarzenia. Warto też odebrać oświadczenia od pracowników pogotowia, może się bowiem okazać, ze będą oni jedynymi świadkami wypadku.
Po drugie trzeba stale gromadzić wszelką dokumentację medyczną związana z wypadkiem, a także wszystkie rachunki, którymi potwierdzimy poniesione koszty leczenia, czyli np zakup leków albo zabiegów rehabilitacyjnych.
Domagać możemy się oczywiście odszkodowania, czyli pokrycia wszelkich poniesionych kosztów, a także zadośćuczynienia za ból i cierpnie. W niektórych przypadkach również renty, np wtedy jeśli z powodu wypadku będziemy osiągać niższe dochody niż przed jego zaistnieniem.

Na zakończenie dodam, że trzeba pamiętać, iż samodzielne dochodzenie roszczeń odszkodowawczych jest niezmiernie trudno, dlatego warto zastanowić się nad powierzeniem sprawy profesjonalistom. Na poszkodowanych spoczywa jednak przede wszystkim obowiązek zebrania dowodów. trzeba również pamiętać, by działać szybko. Jeśli będziemy długo zwlekać powołani przez nas świadkowie mogą już nie pamiętać, że takie zdarzenie faktycznie miało miejsce.

Przede wszystkim starajmy się chodzić ostrożnie!