niedziela, 2 lutego 2014

Nowy blog



Zacznę od krótkiego wyjaśnienia. Wróciłam do pisania bloga, tylko że tym razem tutaj, a nie jak przedtem na blogu pewnej Kancelarii prawnej. Skąd ta zmiana? Przede wszystkim stąd, że już z kancelarią nie współpracuję. Mimo to uznałam, że zostało jeszcze wiele kwestii do wyjaśnienia, tyle że teraz zamierzam je wyjaśniać na własnym blogu i całkowicie niekomerycjnie. ;)

Obejrzałam sobie dziś ostatni, najnowszy odcinek serialu "Prawo Agaty", a konkretnie ten odcinek o zasiedzeniu i kłopotach z in vitro. Zasadniczo kwestia in vitro była średnio zajmująca, za to zasiedzenie dużo bardziej i faktycznie chciałam już kiedyś o tym wspomnieć, a jak wiemy na pewne sprawy nigdy nie jest za późno. Moje refleksje po tym odcinku sprowadzają sie do tego, że może wcześniej autorzy serialu nie mieli najlepszego konsultanta prawnego, ale ostatnimi czasy chyba całkowicie go ukatrupili. (wiem, że ukatrupienie nie jest pojęciem pochodzącym z języka prawnego, ani prawniczego). Skąd ta refleksja? Odcinek dotyczył zasiedzenia, a powiedziano w nim tyle bzdur, że zamiast je po kolei prostować, co byłoby dość trudne, po prostu opiszę krótko czym zasiedzenie jest i co warto o nim wiedzieć. Sięgnąć trzeba do kodeksu cywilnego, gdzie znajdziemy taki przepis:

Art. 172. § 1. Posiadacz nieruchomości nie będący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli posiada nieruchomość nieprzerwanie od lat dwudziestu jako posiadacz samoistny, chyba że uzyskał posiadanie w złej wierze (zasiedzenie).
§ 2. Po upływie lat trzydziestu posiadacz nieruchomości nabywa jej własność, choćby uzyskał posiadanie w złej wierze.

Zaraz nasunąć się może wiele pytań na temat tego kto to jest ten posiadacz, co to znaczy że jest on samoistny, o co chodzi z tą dobrą i zła wiarą? itd. itp.

Generalnie zasiedzieć można prawa na ruchomościach i nieruchomościach, ale skupimy się dziś głównie na nieruchomościach, a konkretnie na prawie własności nieruchomości. Nieruchomością jest np. grunt, czyli po prostu kawałek ziemi. Wyobraźmy sobie sytuację, że jest taki właśnie kawałek ziemi, który znajduje się w pewnej wsi, nazwijmy ją Mała Wieś. Ogólnie wiadomo, że ziemia ta była kiedyś własnością rodziny Kowalskich,  jednak rodzina ta wiele lat temu opuściła Małą Wieś i nie wiadomo co się z nimi obecnie dzieje. W tym czasie ziemia leżała odłogiem i ogólnie nikt się nią latami nie interesował. Po jakimś czasie ziemią zainteresował się jednak pan Nowak, który miał obok swoje gospodarstwo i pomyślał, że fajnie byłoby je powiększyć. Co robi pan Nowak? Pan Nowak po prostu zaczyna uprawiać ziemię, która dawno temu należała (a właściwie teoretycznie ciągle należy) do Kowalskich. Nawozi, podlewa, sadzi, zbiera plony itd. Zachowuje się jak kto? Zachowuje się jak właściciel. Oczywiście wiadomo, że czasem ludzie uprawiają nieswoją ziemię, np ziemię, którą dzierżawią od kogoś, ale tutaj właśnie możemy dostrzec, czym się różni posiadacz samoistny od niesamoistnego. Posiadacz samoistny, czyli np. nasz pan Nowak nie wywodzi swojego prawa od nikogo. Jego zdaniem ziemia była nieuprawiana, więc była właściwie niczyja i postanowił ją przejąć. Z kolei taki dzierżawca doskonale wie, że ziemia nie jest jego, płaci wydzierżawiającemu czynsz i generalnie od niego wywodzi swoje prawo do jej uprawiania. Ale wróćmy do pana Nowaka. Latami uprawia tę ziemię, nie płaci nikomu czynszu i generalnie czuje się właścicielem. Czy właścicielem się stanie, a jeśli tak to kiedy? W odpowiedzi na te pytania tkwi właśnie istota zasiedzenia. 

Ogólnie zasiedzenie, czyli nabycie własności nastąpić może po 20 albo po 30 latach takiego samoistnego posiadania w zależności od tego, czy taki posiadacz pozostawał w złej, czy też w dobrej wierze. Tylko na czym polega różnica? Chodzi o to, że zgodnie z utrwalonym poglądem dobra wiara polega na usprawiedliwionym w danych okolicznościach przekonaniu posiadacza, że przysługuje mu prawo własności. Wróćmy więc znowu do pana Nowaka. Pan Nowak uprawiając ziemię wie i pamięta, że tak naprawdę jej  właścicielami była rodzina Kowalskich. W przypadku pana Nowaka mamy więc do czynienia ze złą wiarą. Nie chodzi wcale o to, że pan Nowak ma jakieś złe zamiary, jest złym człowiekiem, czy coś w tym stylu, a jedynie o to, że w tej konkretnej sytuacji wie on, że właścicielem faktycznie nie jest, ale z powodu wieloletniego uprawiania ziemi zamierza się nim stać. Oznacza to, że nabędzie on prawo własności poprzez zasiedzenie dopiero po 30 latach od objęcia ziemi w posiadanie (czyli od momentu, gdy zaczął ją uprawiać). Czy pan Nowak nabędzie ziemię samoistnie, tylko dlatego, ze upłynął termin, czy też prawo własności musi przyznać mu sąd? Otóż nabycie własności nastanie z mocy prawa z upływem 30 lat, ale pan Nowak powinien zwrócić się do sądu o "stwierdzenie zasiedzenia". Co to znaczy? To znaczy, że sąd wyda postanowienie, w którym potwierdzi po prostu, że zasiedzenie miało miejsce i dzięki temu pan Nowak będzie mógł założyć księgę wieczystą i wpisać do niej siebie jako właściciela danej nieruchomości. Oczywiście to pan Nowak będzie musiał przed sądem udowodnić, że zasiedzenie miało miejsce. Co może być w danej sytuacji dowodem? Np. zeznania świadków, którzy potwierdzą, że faktycznie od 30 lat włada ziemią jak właściciel

Jakie były zatem błędy scenarzystów w obejrzanym przeze mnie odcinku? Zasadniczo najistotniejsze fakty zostały widzom bardzo mętnie podane. W pewnym momencie jest mowa o tym, że sprawa o zasiedzenie miała juz miejsce 10 lat temu i wtedy bohaterowie wpisali siebie do księgi wieczystej. Zatem mamy tutaj do czynienia z prawomocnym orzeczeniem i jakakolwiek jego zmiana byłaby możliwa tylko w przypadku wznowienia tamtego postępowania. Zasadniczo na wznowienie postępowania mamy 5 lat od momentu uprawomocnienia orzeczenia, chyba że strona nie była należycie reprezentowana lub była pozbawiona możności działania. Z kolei w serialu pokazano coś takiego, że tamto postanowienie i wpis do księgi wieczystej w ogóle już się nie liczą i bohaterowie nagle dowiadują się, że mają 3 miesiące na opuszczenie nieruchomości oraz muszą znowu udowadniać, że na chwilę obecną mają to zasiedzenie. Jak jeszcze włączono w to wszystko dzieci i pokazano, że bohaterowie wygrali sprawę, ponieważ w sądzie zeznali, ze bardzo się lubią (tak!), to zaczęłam wątpić w autorów scenariusza. Żeby nie było jest oczywiście w kodeksie cywilnym przepis, który pozwala na doliczenie czasu posiadania poprzednika, ale znajduje on zastosowanie w innych sytuacjach niż ta przedstawiona w filmie. Właściwie błędy scenarzystów najbardziej dotyczą tutaj kwestii prawomocności orzeczeń, co moim zdaniem stanowić może przyczynek do napisania kolejnego posta.

Ogólnie kwestie związane z zasiedzeniem są trudne i nie widzę potrzeby by dodatkowo robić ludziom wodę z mózgu, że się tak nieprawniczo wyrażę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz